W dalszej części znajdziecie opinie - relacje - krótki ( momentami niepełny) opis jak było za granicą. Jako organizatorzy i osoby odpowiedzialne za dalsze przygotowywanie staży zagranicznych bierzemy te komentarze pod uwagę - chcemy bowiem zorganizować praktyki miesięczne za granicą jeszcze lepiej.1 Opinia uczniów z praktyki w Niemczech:
Tegoroczna praktyka w Niemczech w mieście Braunschweig rozpoczęła się 15 lutego i trwała do 13 marca. Pierwsze dwa tygodnie praktyki odbywały się w firmie Siemens- Rail Automation Academy. Poznaliśmy współczesne systemy zarządzania kolejami. Nasza praca polegała na przygotowywaniu odpowiednich podzespołów komputerów sterujących, co było bardzo ciekawe. Aby poznać różne cykle produkcji zmienialiśmy stanowiska. Przez następne dwa tygodnie uczyliśmy się programowania modułów linii technologicznej. Zajęcia te odbywały się w BBSII (Braunschweig Berufsbildende Schulen II). Moduły sterowane były sterownikami PLC firmy Siemens, program natomiast pisaliśmy za pomocą programu Simatic Menager STEP 7. Zajęcia te były bardzo interesujące, gdyż na tych systemach pracują wszystkie większe zakłady. Praktyka ta bardziej zachęciła nas do nauki na naszym profilu, czyli mechatronice. Przekonaliśmy się, że jest to zawód wiążący się z przyszłością. Nie była to tylko praktyka związana z nauką, uczestniczyliśmy w organizowanych różnych wyjazdach: najsłynniejszych europejskich targach informatycznych Cebit w Hanowerze, zwiedzaliśmy Autostadt w Wolfsburgu i byliśmy na meczu na stadionie w Wolfsburgu; Volkswagen Arena. Zorganizowana była również wycieczka do stolicy Niemiec - Berlina. Poza zajęciami i zorganizowanymi wyjazdami mieliśmy trochę czasu wolnego, który spędzaliśmy na: kręglach, bilardzie, w aquaparku, itd. Wszyscy wróciliśmy zdrowi i z uśmiechem na twarzy do domu. Jesteśmy bardzo zadowoleni z praktyki, jak i z certyfikatów, które otrzymaliśmy (między innymi Europass, który stwarza możliwości nauki i pracy w całej Europie).
III dT (Mechatronicy)
2 Opinia ucznia z praktyki w Czechach
Projekt „Leonardo da Vinci” - praktyka zawodowa
Czechy – Opawa 09.03 – 03.04.2009
Pełna zapału, ciekawości i odwagi 10-osobowa grupa uczniów Zespołu Szkół Mechanicznych w Raciborzu o profilu technik mechanik wyruszyła w stosunkowo nieźle znane tereny Śląska Morawskiego, choć niespodzianek i przygód nie mogło zabraknąć.
Opawa – do tego czeskiego miasta przyjechaliśmy na 4-tygodniową praktykę zawodową. 28 dni poza Raciborzem to dobry czas na sprawdzenie siebie nie tylko ze strony ucznia - praktykanta. To być może niepowtarzalna okazja, próba samodzielności i umiejętności współpracy. Z pewnością dopełniły tego warunki zakwaterowania - akademik Uniwersytetu Opawskiego.
Tematem praktyki zagranicznej były obrabiarki sterowane numerycznie - komputerowo (CNC), dane było nam pracować w trochę innej szkole i na warsztatach innych niż nasze. W pierwszym tygodniu i na początku drugiego, po przeszkoleniu bhp, przypomnieliśmy sobie pracę na tokarkach konwencjonalnych po to, aby później spróbować sił na tokarkach, frezarkach i centrach obróbczych CNC. Tamtejsze warsztaty szkolne przy średniej Szkole Technicznej mają bardzo dobry park maszynowy. Przez kolejne 3 dni rysowaliśmy w programie komputerowym typu CAD – Inventorze oraz programowaliśmy obróbkę elementów w AlphaCAM na obrabiarki numeryczne w systemie sterowania Heidenhein. Jesteśmy wdzięczni nauczycielom, którzy konkretnie podeszli do tematu szkolenia. Po tym wprowadzeniu w świat programowania nowoczesnych maszyn do obróbki skrawaniem wiedzę teoretyczną skonfrontowaliśmy z obsługą i pracą na warsztatowych maszynach CNC. Nabyliśmy naprawdę dużo nowych umiejętności w trzecim tygodniu nauki w Opawie. Istotne jest, że robiliśmy to, co przeważnie dotychczas znaliśmy tylko z książek zawodowych lub słyszeliśmy z ust nauczyciela. Frezowanie części w sprasowanym papierze oraz grawerowanie własnego imienia i nazwiska to już niemałe doświadczenie jak na uczniów technikum. A na ostatni tydzień praktyki zaplanowano nam pobyt w firmie „OSTROJ a.s.”, której działalność opiera się głównie na obróbce skrawaniem, w tym także na obrabiarkach sterowanych numerycznie. Zobaczyliśmy, jak wygląda praca w bardzo dużym zakładzie czeskim.
Z ogromem wrażeń i bagażem doświadczeń wróciliśmy do Polski. Tu otrzymamy jeszcze tzw. „Europass-y”, które potwierdzą odbyty kurs. Nie byłoby tego wyjazdu bez współpracy ZSM i SST oraz środków unijnych. Za ogromny wkład pracy dziękujemy i starania p. Marcinowi Doczumińskiemu - nauczycielowi naszej szkoły. Słowa podziękowania kierujemy również do obu szkół partnerskich i pozostałych nauczycieli - opiekunów, a młodzieży, która została w Polsce na praktyce zawodowej, mówimy; „żałujcie”
Nie pisałem o czasie wolnym, wyjeździe do Pragi i prezentacji podsumowującej
Łukasz Stania IIIaT
3 Praktyka w Irlandii Północnej
Praktyka w Irlandii
Wylecieliśmy z Krakowa 3 marca 2009, lot samolotem to bardzo fajne przeżycie dla kogoś, kto leci po raz pierwszy. Samolot powoli kołuje po pasie startowym i nagle przyśpiesza. Potem koła odrywają się od pasa i zaczyna się prawdziwy lot. Przyśpieszenie dosłownie wciska w fotel, co budzi niezłe emocje, potem następują 2 godziny nudy. Bo co można robić 10000 m nad ziemią? Widok zza okna nudzi się po 15 minutach. Można obserwować tylko to, co dzieje się na pokładzie. Pilot i obsługa samolotu mówią tylko po angielsku. Trudno się z początku przyzwyczaić, ale podczas powrotu to już nic nadzwyczajnego. Dwie godziny później lądujemy, potem przejście przez odprawę i jesteśmy w sali przylotów, autobus, który miał na nas czekać, odjechał. Następuje lekkie zdziwienie. Bo kierowca, który czeka na lotnisku, obiecuję zawiadomić centralę, że na lotnisku oczekuję grupa Polaków. Już w tym momencie można zauważyć uprzejmość tych ludzi. To bardzo miłe uczucie. Podróż busikiem trwa ponad godzinę, można się trochę zdrzemnąć. Po przyjeździe na miejsce zostajemy przywitani przez przedstawicieli North West Academy. Po krótkim przywitaniu każdy z nas otrzymał klucze do mieszkań, mapki, informator - całe potrzebne wyposażenie. Wsiadamy do czekających taksówek, po kilku minutach stajemy z przyjacielem w drzwiach domu. Teraz pytanie, gdzie jest mieszkanie E??? Po chwili lądujemy w mieszkanku, jest dobrze wyposażone. Pierwszy odpoczynek na obcej ziemi.
Następnego dnia musimy udać się do akademii, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Mieszkamy prawie 30 min. drogi od akademii, ale to nic, obaj mamy mapki. W akademii zostajemy powiadomieni, że przez najbliższy tydzień będziemy chodzić na kurs języka angielskiego po trzy godziny dziennie. Makabra…Podczas spotkania wytłumaczono nam zasady panujące w Irlandii oraz strukturę akademii. Żegnamy się, wychodzimy, wracamy do domu A potem zaczynamy zwiedzanie J.Oczywiście gubimy się. Dwie godziny błądzenia po mieście. Wracamy grubo po 23.Kolejnego dnia spotyka nas szok. Lekcję angielskiego wyglądają zupełnie inaczej niż w Polsce. Nie są takie monotonne. Nauczycielką jest naprawdę w porządku, budzi zaufanie i kładzie nacisk głównie na to, byśmy mówili, nieważne, że lekko kaleczymy. Grunt to mówić. Całą resztę się doszlifuje. To mi się bardzo podobało. Mieliśmy lekcję wraz z grupką obcokrajowców, te lekcje były naprawdę ciekawe. Pozwoliły mi przełamać strach przed mówieniem po angielsku. To bardzo się potem przydało. Kolejne dni za bardzo nie różniły się od siebie. Lekcje angielskiego po południu. Do tego czasu chodziłem i zwiedzałem miasto, potem zakupy, obiad i do akademii.
Czas na zmiany
Zmiana nastąpiła 10 marca. Każdy z nas został wezwany do Marka, on odpowiadał za praktyki zawodowe. Pytał o nasze zainteresowania związane z branżą IT, co lubimy robić, czy mamy jakieś doświadczenie np. w budowie sieci komputerowych, serwisie, czy pisaniu witryn WWW. Każdy z nas otrzymał informację, gdzie mamy się stawić kolejnego dnia. Moja praktyka znajdowała się za rzeką, jakieś 15 minut piechotą. Pracowałem w firmie Select Computer Systems .Zapomniałem wspomnieć, że w tym czasie zamieniliśmy się z kolegą mieszkaniami. Fajna odmiana, mieszkałem z kolegą z Polski, oraz dwiema Włoszkami z Sycylii.Teraz to już mogłem rozmawiać tylko po angielsku. Nie było innego wyjścia.
Praca
Kolejnego dnia pojechałem z Markiem do siedziby firmy na 8 Rossdowney Park. Mój szef, Dave, okazał się bardzo fajnym facetem, miał poczucie humor, pytał o to, czym się zajmuję. Chyba pytanie o to, na czym wolę pracować, czy na PC czy na Mac’u, zaważyło na tym, czy mnie przyjmie na praktykę. Kolejne 3 tygodnie były bardzo fajne. Pracowałem od 10 AM do 5 PM.W tym, co lubię, czyli w serwisie komputerowym. Szef dawał mi dużą swobodę, czasem jeździłem z nim na zlecenia poza Derry. Podczas jednego z nich przytrafiło mi się coś śmiesznego.W firmię , do której pojechaliśmy pracowała Polka, Pani Magda. Podczas gdy szef pracował przy serwerze, ja siedziałem przy terminalu w biurze. Lekko się zawiesiłem i Pani Magda coś do mnie powiedziała. Nie załapałem od razu, że to po polsku i to do mnie. Powiedziałem odruchowo: can you repeat, please? A Magda : Po polsku do Ciebie gadam.
Co do miasta, Derry jest dość starym miastem, z bogatą historią. Wiele osób pamięta chyba Krwawą Niedzielę. Początkowo wydaje się duże, łatwo się zgubić, ale po miesiącu , nie było już problemów z dojściem do pracy, sklepu czy pubu. Wszyscy są uprzejmi, pomocni. Co może najbardziej irytować w Irlandii? Pogoda. Wstając rano człowiek nie ma pewności, że słoneczna pogoda utrzyma się cały dzień. Przeważnie po południu lało i było zimno. Kilka dnia stabilnej pogody mieliśmy chyba tylko od 17 marca, czyli od dnia św.Patryka. Właśnie tego dnia w całej Irlandii urządzane są parady. W Derry było podobnie.
Ostatnie dni
1 kwietnia był moim ostatnim dniem pobytu w SCS. Otrzymałem od Davea referencje, pożegnałem się i mogłem wracać do domu. O 15 mieliśmy spotkanie kończące praktykę. W akademii wypełniliśmy dokumenty, w których oceniliśmy pracę ludzi z Akademii. Ostatnie rozmowy. I to koniec. Możemy wracać i pakować się, 2 kwietnia wracamy do domu, wyjazd wczesnym rankiem. Dla mnie to była prawdziwa męka. Nie spałem za dobrze, ale o 9 byliśmy już w powietrzu, a o 17 już w domu…
Na koniec chce wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy.Podczas praktyki nawiązałem szereg przyjaźni ze studentami z Włoch, Francji czy Hiszpanii.To byli naprawdę przyzwoici ludzie. Ostatniej nocy wymieniliśmy się danymi kontaktowymi.
Marcin Chorzelewski 3c T



Dodaj komentarz
RSS komentarzy
Link
http://leonardo.zsm.slask.pl/wp-trackback.php?p=61